7 lis 2006

Naturals - nienaturals

Tak się ostatnio zastanawiałam, czy naturals ze mnie czy nie. I kto to jest "naturals". Nie realizuję zadnego "naturalnego" programu, w zabawy pnh bawię się sporadycznie, w join up - kiedyś , teraz nie wiem po co - mam join up bez tego. Angażowałam się w 1/2 poziom, ale już dość dawno zarzuciłam konsekwencję, bo : a. nie podoba mi się, że mój koń ma być ofiarą pierwszych poziomów i przez to zepsuć się fizycznie przy i tak kiepskiej równowadze i budowie. b.mój koń (jeden i drugi) musi chodzić na wędzidle i chodzi - gdybym nie widziała jak dużo mu to daje, nie byłabym kategoryczna z tym "musi". c. jakoś nie mogę się pogodzić z pewnymi założeniami - dlaczego pępek do środka w skręcie, przecież konia łopatka wpada do środka i miszmasz i złe wygięcie (tak się wymądrzam, ale jak Elaine mi wyklarowała to na kursie, to kopara mi opadła, jak zobaczyłam reakcję konia na prawidłową - inną od parellowskiej pomoc); poza tym dlaczego cofanie z podniesioną głową (jojo), co robi masa koni parellowskich - przeciążenie kręgosłupa; ponoć częste odangażowywanie zadu osłabia zad konia - a przecież ten zad to motor, podstawa... więc jakże to...; dalej - chody boczne- "dopuszcza" się 45stopni, ale w założeniu ma iść bokiem - co jest całkowicie nienaturalne dla konia i psuje mu nogi - wystarczy że człowiek spróbuje krzyżować nogi bokiem a potem pod kątem - lżej, he? nie wykręca stawów.

Więc od jakiegoś czasu jeżdżę klasycznie, na wędzidle, stosując pomoce tradycyjne.
To tak z grubsza moich obiekcji.
To mówi że żaden ze mnie naturals.

Ale - dzięki zabawom i pewnym wskazówkom wypracowaliśmy z ogonami podstawy, zwłaszcza z powyścigowym Karusiem(do niego się ograniczę bo rudzielec to osobna historia)

Co było: zero szacunku, kopanie przy czyszczeniu kopyt, kręcenie się przy czyszczeniu, wyrywanie lonży, wbieganie na mnie galopem (taranem), szarpanina, olewactwo, dostawanie absolutnej histerii po oddaleniu się (w ręku) 50 metrów od stajni, histeria po wyprowadzeniu konia ze stajni nocą , pierwsze wsiadania - odmowa ruchu jakiegokolwiek, ewentualnie baran. I niewchodzenie do przyczepy, rzecz jasna. Moje dzikie frustracje i niezrozumienie.

Co jest(wspólne 3 lata, z czego pierwszy rok wyjęty - złamania noga /końska/). Koń do mnie przychodzi na padoku. Uśmiecha się (naprawdę, całym ciałem !). Rozumiemy się bez słów (co nie znaczy że komunikacja przebiega bez zarzutów, również negocjujemy i dyskutujemy, zdarza się nam pokłócić). Wchodzi do przyczepy. Przeskakuje przez rowy. Podczas pracy w ręku okazuje szacunek i chęć współpracy (gdy mu się nudzi, pyta mnie i proponuje). Z kolei ja nauczyłam się szanować, że on ma powolniejsze reakcje , co również wynika z jego bardzo kiepskiej równowagi i problemu z ruchem. Jak i temperamentu. Nie będę wymagać czegoś co nie jest z nim zgodne, tylko dlatego że ktoś powiedział że folblut powinien mieć krótszy czas reakcji. On wie. ja wiem. Pracujemy z wędzidłem. Koń uczy się kontaktu. Używam goga w pracy z ręki. Koń uwielbia gog. Działa na niego jak smoczek na dziecko. Koncentruje się i bardzo stara. Zaczyna rozumieć czym jest kontakt. Podczas jazdy pyta mnie. Owszem, leni się czasem, staram się go zmotywować, ale nie być żandarmem. W końcu on ma mnie lubić. Nie robi nic przeciw mnie. Nigdy nie poniósł, nigdy nie przyszło mu do głowy pozbyć się mnie. Owszem, miewa własne koncepcje , ale sprawdza bardzo subtelnie. Proponuje. Żartuje. Stara się być dla mnie dzielny. Jeździmy w tereny, które jeszcze przeżywa emocjonalnie, ale stara się bardzo. Jak zrobi coś nowego, co wymagało od niego myślenia i wysiłku - jest z siebie dumny. To piękne chwile , bo wchodzi wtedy w fazę zadumy. Jakby myślał "jestem teraz dorosłym, dojrzałym koniem, udało mi się". Mam ochotę wtedy zjeść go z miłości. Bo kocham te moje koniska ogromnie..i chyba one to czują? Popełniam tyle błędów i jestem ponoć za pobłażliwa.. i za lekkomyślna... i niby za bardzo ufna...i mało konsekwentna...

A w ostatnią sobotę dostałam prezent. Mój starający się, niezgrabny w ruchach, "gubiący nogi", źle zrównoważony Koń z zadem wyższym od kłębu po raz pierwszy zebrał się dla mnie w galopie. Na mięciutkim kontakcie, z zaokrąglonym grzbietem i podstawionym zadem. Z ogromnym wysiłkiem na pewno, niosąc mnie na grzbiecie przy szaleńczym wietrze i zamieci mokrośnieżnej. Z uszkami do mnie ze znakiem zapytania: dobrze? o to chodziło?

Mieszam metody, kombinuję, nie jestem w tej chwili parellistką. Ale chciałam bardzo podzielić się z Wami tym moim ostatnim przeżyciem. bo to chyba nie chodzi o szkołę... o programy i zasady... tylko o serce. o starania, żeby koniowi było dobrze pod każdym względem. o to, żeby wiedział jakim szacunkiem i miłością go darzymy ... a prędzej czy później odpowie tym samym. może brzmi naiwnie, ale naprawdę w to wierzę.

no i przepraszam za przynudzania. i za to, że być może post pojawi się (jeśli się pojawi) w dziwnym formacie, ale szczypior ze mnie straszny.

1 komentarz:

Malgosia i Mentos pisze...

Gdzies na plytkach PP powiedzial za na poziomie drugim wiele osob podejmuje decyjze, zeby zostac na tym poziomie i nie isc dlaej programem. I im dluzej jestem na tym poziomie, tym bardziej rozumiem taka decyzje - teraz mam takiego konia jakiego zawsze chcialam - spokojnego, zrownowazonego, zadajacego pytania i odpowiadajacego na moje prosby. I nawet jesli mamy jakis problem, to w wiekszosci przypadkow wiem jak go rozwiazac. Moze zajmie mi to wiecej czasu niz osobie na L3, napewno wiecej niz Berniemu, ale wiem ktoredy isc. A jesli sa rzeczy, ktorych jeszcze nie umiemy to albo wiem, ze mamy czas (lotna zmiana) lub nie widze, zeby byly nam kiedykolwiek potrzebne (piaff? pasaze?). Jesli nawet za jakis czas podejme decyzje o odejsciu od programu, to chyba nadal bede naturalsem - bo naturalne jezdziectwo to wzajemne zrozumienie, a nie pepek gdzies tam. A tego zrozumienia nic juz nam nie zabierze. Wam tez:)