5 lis 2006

Jazda na placu

Jako zwierze terenowe – nie lubię jeździć po placu. Mój koń chyba tez nie. Plac jest be bo jest mały (nawet nie wiem jak duży jest zawsze za mniejszy od terenu) i bo jest nudny (ciągle te same widoki i właściwie pomijając kilka urozmaiceń można jeździć tylko w kółko). Kicha

W ramach ćwiczeń nad galopem postanowiliśmy się oboje poświęcić (to znaczy ja postanowiłam, a ogon podporządkował się pod decyzje lidera) i zostać w środę na placu. Zresztą to chyba ostatnie chwile do jazdy na ogrodzonym terenie – zima natarczywie puka do drzwi i jeśli nie zbudują nam zgodnie z obietnicami hali, to jesteśmy trochę w kropce. Zostaną tylko tereny po ciemku.

Na placu po krótkiej naziemnej rozgrzewce (ładnie wychodziły nam zmiany kierunku, nawet było utrzymanie kłusa przy zmianie i strat z energia) wdrapałam się na chudzielca. Najpierw trochę się posmęciliśmy w stepie, potem w kłusie i zaczęliśmy follow the ogrodzenie. Jak zwykle ściana najdalej od stajni okazała się największą słabością mojego konia. Ale w miarę szybko doszliśmy z nią do ładu. Były ładne rozluźnienia mimo emocji związanych z rżącą z pastwiska Heroina. Trochę pogalopowaliśmy najpierw na najbardziej ulubiona nogę a potem na najbardziej nie ulubiona nogę. Na tą pierwszą było ok, na te druga nie było follow the ogrodzenie, ale jakieś ściemy, że nie umiem, że nie mogę, że zatrzymam się na plocie. Jednak się udało i skończyłam galopowanie kiedy miałam ładne kolko.

Przy okazji przygotowywań do jazdy na Gandalfa wyszło szydło z worka. Im wyższy chód tym mój koń drastyczniej reaguje na CS na przednich strefach. Faza 3 i 4 powoduje skręt, ale jest to skręt z przyspieszeniem. Niedobrze. Trochę tu mojej winy, bo nie lubię jeździć z CS (ciężkie to i nie poręczne), trochę bagażu ze Służewca, gdzie palcatem działa się na łopatkę. Jednym słowem jest duża luka do łatania.

Z rzeczy słodkich i utwierdzających mnie, że idziemy dobrą drogą: Mentoś nie mógł się doczekać kiedy go puszczę do innych koni po zajęciach, wiercił się, kręcił się na myjce, aż zaplątał się noga w szlauf. U każdego normalnego konia oczekiwałabym raczej panicznej reakcji – a mój ogon natychmiast przestał się wiercić i podniósł zaplataną nogę do góry, spojrzał wzrokiem typu ‘ojoj’ i grzecznie czekał z nogą w powietrzu na moją interwencję. Słodziach.

Brak komentarzy: