Każdy z nas pracuje z końmi. Każdy z nas ma coś wspólnego z PNH - niektórzy idą ściśle z programem, inni łączą naturals z najlepszymi elementami szkoły tradycyjnej, niemniej wszyscy uznają, że Pat Parelli wymyślił coś niezwykłego, co otworzyło nam drogę do współpracy z koniem na zupełnie nowym poziomie. Jeśli pracujesz z koniem metodą Pata Parellego i chcesz zostać współtwórcą tego bloga, napisz krótki e-mail w tej sprawie na adres dorota.konowrocka@gazeta.pl
23 lis 2006
Ja też szukam ...
... ale stajni. Założenie podstawowe to cały dzień na dworze, zielone pastwiska i scalone stado, a nie konie wypuszczane pojedynczo. W weekendy objeżdżam Puszczę Kampinoską i sprawdzam. Drogą eliminacji zostałam z czterema propozycjami i tu się zawiesiłam. Na czele stawki stajnia bliziutko (5 min na piechotę), ale bez krytej ujeżdżalni i dalsza (40 min samochodem), z krytą ujeżdżalnią i lepszymi terenami. Chociaż numer 3 i 4 też mają swoje mocne strony. Całkowita niemoc decyzyjna. Strasznie to trudne, męki porównywalne do tego, co przeżywałam, jak szukałam szkoły dla Jaska.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
5 komentarzy:
Ja bym chyba wolała pięć minut piechotą... Pomyśl, ile czasu oszczędzasz (a jak masz dziecko, to chyba podwójnie cenne, prawda?). Do tego w razie każdej choroby czy niedospozycji konia możesz zaglądać do niego znacznie częściej. Nie ryzykujesz korków. 40 minut samochodem to jednak całkiem kawałek. Nie wiem, jak często jeździsz, ale nawet trzy razy w tygodniu: 3*40*2=240 minut=4 godziny w samochodzie tygodniowo. Wcale nie tak mało... Chyba, że masz po drodze do pracy i tak czy inaczej pokonujesz tą trasę.
Ja glosuje za 5 minut piechota - bo rozumiem, ze jesli nie odpadla droga eliminacji, to jest w niej dobrze i jedynym minusem jest brak hali i gorsze tereny (w Kampinosie wogle gdzies sa gorsze tereny?).
Zreszta przy 2 koniach kazda minuta cenna...
Też że ne wpadłam na pomysł zliczenia tych minut. Przytłaczające.
Moim zdaniem gorsze tereny w Kampinosie to te po wschodniej stronie - srodek i zachód są mniej zaludnione, a tu większy ruch i częsciej lesniczy czai sie w krzakach. Ale chyba faktycznie ogarnęła mnie ta słynna pomrocznosć jasna (czy jak to się nazywa), bo skazywac się dobrowolnie na tyle godzin w samochodzie to skrajna głupota. Dzięki za rzeczowe podpowiedzi.
Lepiej te minuty wykorzystac na pojechanie lasem bardziej na zachod, gdzie spokojniej i ludzi mniej:)
Co do wjazdu do lasu, to chyba 120 PLN mozna wykupic sobie takowy na caly rok. I nie martwic sie lesniczym wyskakujacym zza krzaka. Ale glowy nie dam sobie obciac.
Temat opłat już troche rozgryzłam -60 zł miesięcznie, ale to już drugorzędne w stosunku do tego, co za to się dostaje. Otóż wyznaczają trasę, po której można się poruszać. Już dalej nie zgłębiałam, jaka to trasa, bo jaka by nie była, ile można jeździć po tej samej ścieżce. Postanowiłam ryzykować - najwyżej mnie złapią i zapłacę mandat. A swoją drogę to absurdalne, że gromady ludzi którzy śmiecą i zbierają grzyby są O.K., natomiast koń to stwór będący zagrożeniem dla lasu.
Prześlij komentarz