Jadę rano do pracy, jak zwykle koło stani, żeby zobaczyć Promyka na pastwisku. Jadę i patrzę, patrzę, patrzę głowa mi się odkręca, jadę na czołowe z innym samochodem...... Nie ma mojego konia! Hmmmm! Ale dlaczego!? Wszystkie są, a mojego nie ma! Zajeżdżam do stajni, parkuję i idę na psatwisko upewnić się, że go tam nie ma. Idę ubrana w eleganckie buty, płaszcz, noramlnie jak do pracy, idę po błocie, trawie, piasku....i patrzę. Wszystkie srokacze, taranty zlokalizowałam, gniade też, a mojego nie ma, nic się nie swieci na tle ziemi i krzaków. Podchodzę jeszcze bliżej, bliżej, patrzę, a mój ukochany konik jest w barwach maskujących, ale tak skutecznych, że nawet go nie widziałam!! Opanierowany z każdej strony, idealnie w kolorze mokrej ziemi i krzaków !!! :))Na zdjęciu trochę widać jak ładnie potrafi wpadać w szrosć...:)) Cóż robić, na brudnym koniu też można jeździć!! Nadchodzi taki czas, że ile bym go nie czysciła to i tak będzie brudny!!!! Mam nadzieję, że chociaż szczęsliwy!!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz