Ideą tego blogu jest dzielenie się doświadczeniami z kolejnych jazd-terenów-treningów-spotkań z końmi w środowisku naturalsów w Polsce. Większość z nas czyta lub/i pisze na forum dyskusyjnym PNH, które można znaleźć pod adresem www.parelli-info.waw.pl. Tam szukamy pomocy, kiedy już sobie nie radzimy z końskimi i naszymi problemami. Blog jest po to, by podzielić się z innymi tym, w jaki sposób sami rozwiązaliśmy nasze problemy, co ostatnio odkryliśmy ciekawego w naszej relacji z koniem, jakim wyzwaniom stawiliśmy czoła, w jakie pułapki wpadliśmy i jakie przygody przeżyliśmy :)
poniżej pierwszy post na rozgrzewkę :)
Teren z kałużą w roli głównej
Kałuża była ogromna, obejść jej nie było jak. Czarny w zasadzie nie ma problemu z wodą i z kałużami, ale ona była 1/ duża, 2/ za nią szczekał kawałek dalej pies, 3/ droga była nieznana jako taka, 4/ towarzyszący Siwy odmówił pokonania kałuży. Poprosiłam o wejście do kałuży, dostałam parę kroków, ale dość sztywnych i napiętych. No i zaczęłam mieć zgryz. Scanariusze były dwa: albo będę go cały czas troszkę popychać, i on krok za krokiem przejdzie, ale to nie będzie "jego" wejście, za to zrobimy to w miarę szybko (to nie jest fajne PNH), albo poproszę, zostawię mu podjęcie decyzji, zaakceptuje ewentualny odwrót i poproszę znowu, zostawiając mu samodzielność, ale ryzykując, że będziemy stać nad tą kałużą godzinę. Tak naprawdę nie wiem, gdzie kończy się sygnalizowanie "tak, ja chcę pójść do przodu, za tą kałużę, własnie o tamten kierunek chodzi", a zaczyna "no nuuu, idź, no, no, jeszcze kawalek, no". Wyszło nam coś pośredniego, za każdym razem jak wrastał, liczyłam do trzech i prosiłam znowu. Jak czułam, ze odwrót jest "grymaszeniem", nie pozwalałam się odwrócić (właśnie z tej części jestem niezadowolona), prosiłam bardziej zdecydowanie, i dostawałam znowu krok do przodu, nagradzany odpuszczeniem wszystkiego. Jak czułam, ze odwrót jest zdecydowany, pozwalałam na niego, zawracałam, prosiłam znowu. Pozwoliłam sie cofać nie nagląc go, jak stanął, liczyłam do trzech, prosiłam znowu. Starałam sie szczególnie nagradzać "kombinowanie", wszelkie wąchanie, opuszczanie głowy, przyglądanie się jednym okiem. Kombinuje, znaczy zajęty, pracuje nad tematem, dobrze jest. W końcu przeszedł, raz i drugi, stanął za kałużą zrelaksowany, ale nie byłam do końca zadowolona. Za dużo było tego "no nuuu, idź, no" z mojej strony. Bardziej go przepchnęłam niż "pozwoliłam podjąć właściwą decyzję".
Z rzeczy pozytywnych: Czarny czasem proponuje jakiś własny skręt w boczną ścieżkę w terenie. Odkryłam, że znacznie lepiej się dogadujemy, jeśli pozwolę mu skręcić i powiem po kilku krokach "tuuuuuu? nie, no co ty, tu nie jest fajnie, wracamy", zatrzymam, westchnę i zakręcę na obraną ścieżkę z powrotem. Więcej harmonii niż przy "Co?! Zaraz, halo! Nie, z powrotem, wracaj, nie skręcamy!" Zresztą, dotyczy to też nieoczekiwanego zorientowania się z mojej strony, ze obrana ścieżka nie jest dobra. Do tej pory było "O rany, nie tędy, dobra, wracamy, uuuuuuch, zawracaj!". Teraz pracuję nad "oooooo.... to nie ta droga.... hm.... trzeba zatrzymać i zawrócić.... czy mógłbyś zatrzymać, proszę ładnie zaczynając od długiej fazy pierwszej?". Jasne, nie zawsze nam wychodzi, bo to teren, czasem po prostu z przerażeniem patrzę na zbliżające się gałęzie na poziomie mojej szyi i tracę głowę, czasem działają złe nawyki, ale - staram się. Pracuje nad sobą :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz