Od jakiegoś czasu słyszy się, że suplementację należy dobierać na podstawie tego, co koń dostaje w paszy i wodzie. Niby logiczne, ale ...
Jakiś czas temu poddałam się temu trendowi: zrobiłam badanie siana (stajnia, w której wtedy stałam miała swoje siano), wyciągnęłam wyniki wody w moim regionie, wetka ułożyła nam skład suplementu, Marcin Podkowa wykonał, konie jadły. Potem zmieniłam stajnię, siano było od różnych dostawców, więc konie dostawały "bezpieczną" mieszankę suplementów od Podkowy, wiosenno-letnią i jesienno-zimową (bezpieczną czyli taką, która nie zaszkodzi w połączeniu z tym, co koń dostaje w żarciu).
Pod koniec zeszłego roku Truskawce zaczęły puchnąć tylne nogi. Zrobiłam badanie krwi oraz badanie włosa, to drugie obu koniom. Badanie jednoznacznie nie wyjaśniło przyczyn puchnięcia (chociaż są pewne przypuszczenia), ale wykazało coś dla mnie zdumiewającego. Duszek miał obniżenie poziomu fosforu poza zakres wartości referencyjnych, Truskawka - obniżenie poziomu magnezu, wapnia, potasu oraz sodu. W dodatku miała bardzo dużo ołowiu, co prawda jeszcze poniżej normy, ale bardzo blisko: norma 1,0, u niej - 0,93, dla porównania Duszek - 0,18.
Dlaczego tak mnie te wyniki zdziwiły? Ano dlatego, że oba konie jadły i piły to samo, a wyniki były tak bardzo różne.
Wniosek: nie widzę sensu badania siana. Ustalanie suplementacji na tej podstawie mija się z celem, skoro naprawdę istotna jest osobnicza przyswajalność.
1 komentarz:
Późny komentarz trochę ;)
Moim zdaniem nie mija się z celem. Oczywiście, osobniczo różnią się zdolności równoważenia nadmiarów/niedoborów. Jeden koń ma lepsze wchłanianie czegoś, drugi gorsze. Np. u nas zdecydowanie mniej na dysproporcjach cierpią kuce niż Brytania. One faktycznie "żyją na powietrzu" (dobrze przyswajają). U niej każdy brak to jest ogólne sypanie się konia.
Jednak jeśli zapewni się optymalne proporcje "na wejściu", to nie słyszałam, żeby to jakiemuś koniowi zaszkodziło. Zwyczajnie organizm nie musi się tak "sprężać" (z większym lub mniejszym wysiłkiem), żeby uzyskać homeostazę.
To trochę tak, jak z jedzeniem pączków - jeden może jeść je w miarę bezkarnie, drugi od jednego od razu tyje i choruje - ale to nie znaczy, że komukolwiek służy pączkowa dieta ;)
I jeszcze UWAGA na 100% zaufania do badania włosa. To też nie jest badanie, które mówi wszystko! Tak samo jak badając siano wiemy tylko co dajemy koniowi "na wejście" (ale on to jeszcze musi przyswoić i nie wiadomo jak mu to pójdzie), tak badając włos wiemy tylko co organizm z siebie skutecznie wyrzucił. Tak, najczęściej jest to to, czego jest za dużo - ale to też nie takie oczywiste i proste zawsze. Czasem mechanizm wyrzucania też jest słabszy. Czytałam na przykład opracowania na temat ludzi bardziej narażonych na zatrucie metalami ciężkimi, m.in. rtęcią. U nich we włosach rtęci stwierdza się [u]mniej[/u] niż u innych osobników danej populacji, a próbki pobrane z innych miejsc czy też objawy wskazują na zatrucie (organizm zbiera rtęć i nie potrafi się jej skutecznie pozbyć, stąd zatrucie).
Ja doszłam do takiej strategii: badanie siana, ale nie ma sensu dopasowywać co do mikrograma - dopasowujemy z grubsza proporcję, rząd wielkości. A później podajemy to koniowi i obserwujemy. Bo tak, jak nie leczy się wyniku, tylko pacjenta, tak nie żywimy/suplementujemy próbki siana tylko żywego konia.
U nas suplementacja się sprawdza - po roku na dawkach dopasowanych do siana: kopyta u wszystkich lepsze, Brytania ma jabłucha jak nigdy (muszę zrobić zdjęcia), Sekwana jest zdecydowanie bardziej czarna niż zwykle o tej porze roku (to jeszcze nie 100%, ale ona powinna więcej tego zjadać - trochę marudzi), Wieśkowi wyskoczyły dodatkowe pręgi :) Sierść u wszystkich bajeczna, Campina po raz pierwszy na wiosnę absolutnie bez oznak macania na kamieniach. U obu kuców brak wyjechanego do przodu "wiosennego kapcia".
Właściwie najmniej efektu widać na Akordzie, ale on też trochę marudzi i nie je tyle ile powinien (dostaje więcej wysłodków, bo bez tego jest za chudy, więc ma więcej żelaza niż pozostałe). Aha, wykruszył mu się mały sarkoid.
Jeszcze koleżanki koń, stacjonujący u nas w stajni, podciągnięty pod tę samą suplementację - ma najlepsze kopyta jakie kiedykolwiek u niego widziałam, a miał naprawdę koszmarki. Walczyłam z nimi od 2008 (w różnych stajniach). Wiecznie pękająca ściana, wiecznie rozpadająca się strzałka, zawężenie. Teraz strzałka jest ładna, bez infekcji, na ścianie nie ma śladu pęknięć i od bardzo dawna już nie zrzucał podeszwy (kiedyś regularnie na zmianę miał beton i zrzucał). Kąty się rozszerzyły - choć ze względu na to, że nie może pracować, tył kopyta ma dość słaby (piętki mało wypełnione), ale to już niezależna sprawa...
Prześlij komentarz