Raz w tygodniu planuję odwiedzać futra i wsiadać. Dużo mi to daje psychicznie. Oczywiście trudno się spodziewać jakichś szokujących postępów, skoro poświęcam koniowi 2-3 godziny raz w tygodniu, a poza tym wietrzy dupsko na padoku. Jak na pracę w takim wymiarze - uważam, że jest nieźle. Obserwuję u rudej rosnącą pewność siebie. Pierwsze wsiadanie, to na 10 minut, było dla niej wyraźnym stresem. Później 15, zsiadłam jak parskała i szła rozluźniona. Wczoraj było pół godziny. Szła bardzo dziarskim tempem, lekko się wkurzając na podchodzące z tyłu arabki :) Może chciała im zaimponować? Nie wiem. Ale efekt mi się podobał. Z siodła jeszcze TAKIEGO stępa nie prezentowała, a jak zsiadłam to tempo zostało i mogłam poobserwować - przekraczanie o półtora kopyta (zwykle dokracza, albo przekracza o kopytko). Jak na nią, to naprawdę niezły wynik. Na dodatek nie zauważyłam, żeby się zmęczyła (2h trasa, w tym pół godziny pod obciążeniem), więc kondycyjnie, mimo grubego dupska, daje radę. Myślę, że powoli czas na pracę na placu, żeby trochę szczegóły sterowania uzgodnić, bo ruch do przodu wreszcie MAMY!
Poprzednio pokonałyśmy też pewną psychologiczna barierę - wsiadłyśmy naraz z Młodszą na obie kobyłki. Stęp w zastępie. Mała rzecz, a cieszy. I kolejna ciekawostka - nie czułam się pewnie, jeżdżąc na szkółkowych koniach jako czołowa. A na tych naszych surówkach - może to szaleństwo - ale nie obawiam się wyjechać do przodu i jechać pierwsza. Dwa razy wczoraj, jak Bryś utknęła na trawce, wyprzedziłam ją i kawałek prowadziłam. Ogólnie to mało praktyczne, bo ruda jednak tempo ma takie, że Bryś jej wiecznie na zadzie wisi. Dlatego zwykle Bryś prowadzi. A Campi za nią, uczy się rozciągać giczały. Też dobrze.
Zaprzyjaźnionym arabkowiczom dziękujemy bardzo za zdjęcia! :)
3 komentarze:
No widzisz, dlatego właśnie Duszek nie nadaje się na czołowego. Nie z powodu "bania się", bo teraz już naprawdę jest koniem terenowo-dzielnym. Ale właśnie z powodu wlokącego się stępa. W ogóle jest stępowo leniwy, ale generalnie ma ten stęp mało wydajny. Nie mogę jechać pierwsza, bo osoba za mną by musiała bardzo się męczyć z ciągłym spowalnianiem swego konia. W kłusie i galopie Duszek nie zostaje w tyle (oczywiście nie mówię o jakimś wyścigowcu na czele, bo z takim nie jeździłam). Ale w stępie wleczemy się hen daleko.
A poza tym zazdroszczę, że masz z kim jeździć w teren. Ja nie mam. Bo w mojej stajni terenowcy = wyścigowcy. Im szybciej tym lepiej, a jak się śmiga tak, że drzew nie widać, jest najlepiej. Ja tak nie lubię i mimo, że mnie zapraszają i obiecują, że się będą hamować, mówię pas, bo z drugiej strony nie chcę odbierać im frajdy - skoro lubią tak, jak lubią.
No, my też myślałyśmy, że nie mamy z kim. Jesteśmy dwie, a konie surowe i bez hamulców (gaz też ledwie-ledwie, podobnie kierownica - to zdecydowanie początek drogi). Ale w końcu zrobiłyśmy wdech i stwierdziłyśmy, że to nie może być przeszkoda. No i ślimaczy, ale progres jest. O Was się fajnie czyta, naprawdę :)
Nad stępem u rudej PRACUJĘ intensywnie (głównie z ziemi, bo tak mi jakoś łatwoiej bez ciągłego podpychania pilnować tempa - zwyczajnie ma się do MOJEGO dostosować). Pracuję nad tym właściwie odkąd zaczęłam ją strugać i zwracać większą uwagę na poprawność ruchu. Zaczynało się od maszyny do szycia i niedokraczania, oczywiście z palca. Tereny z Bryśką, która ma naprawdę długie nogi i taki-se-stęp muzealny ma naprawdę w porządnym tempie, sporo rudzielcowi dały. Nie ma teraz tak, że zostajemy w tyle albo Bryś musi na nas czekać. No ale faktycznie jako czołowa rzadko daje radę. Jeszcze. Optymistyczne było jak zasuwała, próbując uciec Amisiowi ;) Także spróbować poprawić to możesz.
Prześlij komentarz