4 sie 2010

Pływanie na grzbiecie

Sto lat temu albo i może dawniej byłam na pierwszym (no, może drugim) kursie Ride With Your Mind w Polsce. Bez konia, bo wtedy zdecydowanie nie byliśmy na to gotowi, ale jako słuchaczo-tłumacz. Wróciłam do domu z głową pełną koncepcji na temat dosiadu, kilka rzeczy wprowadziłam z dobrymi efektami, kilka pewnie nie wychodziło tak jak należy, a o innych zapomniałam. Koniec końców byłam zadowolona. Potem limitowany urlop, notoryczny brak czasu i ogólne zawirowanie spowodowały, że na następne kursy się nie wybrałam.

Teraz wracam. Z nową energią, wyposzczona po przerwie w jeździe z powodów oczywistych, postanowiłam nadać mojemu wożeniu się na końskim grzbiecie nowy sens. Jakiś czas temu odwiedziła nas prawie instruktorka RWYM, wprowadziła trochę zmian, dostałam kilka prac domowych i wczoraj ni stad ni zowąd mój koń przestał zapierać się na moją nogę. Zawsze z nią dyskutował, na wszelkie przesuwania w różnych kierunkach reagował jak mucha w smole i bez cienia entuzjazmu. Teraz było inaczej - wreszcie poczułam pod siodłem "yes sir" i konia płynącego w zadanym kierunku. Niesamowite uczucie :)

Dla wszystkich tych, którzy chcą spróbować pływania na grzbiecie polecam - osadzenie, latarki w kolanach, wewnętrzne ramie lekko na prowadzenie i płyniesz!

A tu w skrócie o co chodzi z RWYM

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

A mozna wiedziec kto jest ta prawie instruktorka RWYM? :)
Agata