_______
Dziś w Duszka wstąpił nowy duch. Zaczęliśmy jazdę na małej ujeżdżalni, w kłusie było tak sobie – nie zmieniał chodu, ale szedł bez animuszu. Przeszliśmy na dużą – w myśl zasady, że koń krótki potrzebuje długich odcinków – i od razu było lepiej. Kłusował dziarsko, aż w pewnym momencie zaproponował galop. Przegalopowaliśmy kawałek, przeszliśmy do kłusa i myślę sobie „skoro jesteś taki chętny, to wykorzystam sytuację i poćwiczę”. Byłam w szoku! Nie miał żadnych oporów! Poprzednio, żeby zagalopował, musiałam dodatkowo dać sygnał ręką (tak jak pokazuje to Linda na płytach). Teraz o ręce nawet nie zdążyłam pomyśleć. Siadałam w siodło, nogi – i galop. Niestety, nie pomyślałam również o czymś innym – że najpierw powinnam podnieść energię. Mój błąd. Ale i tak się cieszę, bo kilka razy zagalopowaliśmy i za każdym razem bez pudła. Ani razu też sam z siebie nie przeszedł do kłusa.
Niestety, okoliczności zmusiły nas do wcześniejszego zakończenia. Otóż na sąsiedniej ujeżdżalni pojawił się lis. Siedział i gapił się na nas. Przeraziłam się, że może jest wściekły. Co prawda piana z pyska mu nie leciała, ale nie było to normalne, że w ogóle się nie bał. Wizja pogryzienia wypłoszyła mnie skutecznie. Szybko się ewakuowaliśmy, mimo że planowałam jeszcze krótką przejażdżkę do lasu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz