Wczoraj zastanawiałam się poważnie nad porzuceniem jeździectwa. Olo wziął Emitera w teren i po powrocie opisał mi takie przygody, że... To ja doszłam stopniowo do długich odcinków kłusa w terenie, uważnie, spokojnie, cały czas sprawdzając, czy mój koń jest "ze mną", a oni razem galopowali przez kałuże, pływali w stawie, włazili na jakieś wały... Jestem cykor i będę mniej lub bardziej całe życie. To, do czego ja dochodzę z mozołem, Olo ma od ręki, bo jemu odwagi nigdy nie brakuje. Załamałam się. Szłam wieczorem przez pastwisko i ryczałam, że ja nigdy nie będę taka odważna, że nigdy nie zaoferuję mojemu koniowi takich przygód. Byłam zazdrosna, rozżalona, zdenerwowana. Wróciłam do domu i powiedziałam, ze juz nigdy nie dam mu mojego konia, bo nie zniosę psychicznie tego, że on ma taki drive na przygodę, a ja zawsze będę nudny cykor.
Dziś rano jeździłam na Emiterze po pastisku, włączając coraz szybsze galopy. I co z tego? Czułam się podle. Jakby przygody Ola odebrały mi całą radość z jazdy, z przełamywania się, z postępów. Jestem jak nieutalentowany uczeń, który musi kuć po nocach, podczas gdy innemu, który spędza czas głównie grając w kosza, napisanie klasówki przychodzi z łatwością.
3 komentarze:
czesc,
jestem tu zupelnie nowa ale doskonale znam uczucie jakie w tobie powstalo.dawno temu mialam wypadek ,kon poniosl mnie na oklep przez las i wybor byl krotki albo galaz albo gleba ,byla gleba +pieniek.Pokonanie strachu przed jazda zajelo mi skromne 10 lat!
dalej jestem cykorem chce wszystko przewidziec a tak sie nie da!z zazdroscia patrze na moje kolezanki ktore galopuja cwaluja i czego to one nie robia!!
ja powolutku...chociaz doszlam juz do galopu co bylo trudne.nabylam tez konia ktory jest dla mnie wyzwaniem ale praca sie oplaca .
trzeba stale pracowac nad soba i nie poddawac sie a "nagroda"sama przyjdzie.Glowa do gory pozdrawiam
B.
Dorotko!!! Ja mam takie doły co drugi raz gdy czytam Wasze posty!! Ja się cieszę, że nie spadłam w stępie na ujeżdżalni, gdy mój koń drgnął, podczas, gdy Wy opisujecie wycieczki do lasu!! Załamuję się bardzo często!! Czasem nawet nie czytam naszego forum, niezbyt często coś piszę bo właśnie się tak czuję, jak uczeń który musi zakuwać! I wiem, że gdyby ktoś wsiadł na Promyka to poszliby do lasu i wrócili po wielu godzinach bawiąc się świetnie. Ale ja siebie i swoich możliwości nie przeskoczę, nie dam rady z dnia na dzień być inna. Dlatego a. nie daję jeździć nikomu na MOIM koniu, b. buduję mozolnie swoją pewność siebie i pocieszam się tym, że jeszcze trzy lata temu nie miałam żadnego kontaktu z końmi, a teraz mam dwa i sobie radzę!!! Dobrze sobie radzę!! I już!! i tej wersji będę się trzymać!! Czasem tylko będę sobie robić przerwy w lekturze naszego blogu :))
Ja boję się galopowania z górki i skakania przez wszystko, co jest wyższe niż kłoda drzewa. Ale z tego powodu wcale się nie frustruję. Po pierwsze nie każdy musi robić wszystko, po drugie nie należy chyba się przejmować, że koń lepiej by sie bawił z kimś innym robiąc inne rzeczy, bo skąd mam wiedzieć, czy koń faktycznie tym się bawi, czy tylko ten ludź na nim?
Zastanawiam się, czy cykor to nie jest taka trochę babska przypadłość. Mój mąż wsiada i się nie boi, Jasiek też wsiada i się nie boi. Jak ja mówię, że się czegoś boję, to oni się dziwią. W zeszłym roku na Hubertusie mieliśmy przejazd na oklep z róznymi utrudnienami, między innymi był jeden skok, w wersji dla cykorów ominięcie przeszkody. Mówię: Jasiu, nie skacz, nigdy nie jeździłeś na oklep. A on na to, że bardzo chce, bo wszyscy tak robię. No i przeskoczył.
Dorota, ciekawa jestem, czy czytałaś "Move closer stay longer" i jeśli tak, czy pomogło to Ci jakoś w pokonywaniu strachu.
Prześlij komentarz