5 maj 2007

Niespodzianka

Idę dziś na padok po konia i widzę dzikie galopady: konie biegają jak oszalałe wzdłuż padoku, gdy dobiegną do końca, gwałtownie hamują i galop z powrotem. Na czele siwy z rozwianą grzywą, za nim reszta stawki. Widok porywający, tylko mało bezpieczne. Okazuje się, że właśnie na teren przylegający do padoku wjechała koparka, duży, żółty potwór, który huczy i burczy: sąsiad porządkuje teren. I tu właśnie niespodzianka – konie szaleją, a Duszek spokojnie stoi. Obok niego drugi koń nerwowo się kręci, jakby nie wiedział, czy ma wybrać opcję gonitwy, czy pozostać z Duszkiem. Duszek na mój widok dostojnie zbliżył się do mnie i nawet nie stresowały go konie gwałtownie hamujące prawie na jego zadku. Byłam zdumiona: jak to nigdy nie można przewidzieć, czego koń się przestraszy, a czego nie przestraszy.

Konie zostały ewakuowane, a Duszek w nagrodę miał wolne: zabrałam go na trawę. On pasł się, a ja patrzyłam. Co najmniej cztery godziny undemanding time. Jak idziemy razem na trawę, zawsze zabieram książkę, ale jak dotąd w czasie żadnej sesji nie udało mi się przeczytać więcej niż dwie strony. Obserwowanie, jak on je, okazuje się bardziej interesujące niż książka.

Brak komentarzy: