17 kwi 2007

moje L2 w Siannie

Ja też krótko i tresciwe: było więcej niż super. I chyba dla Duszka też, mimo że fizycznie go tam nie było. Dzis byłam u niego po czterodniowej przerwie i zastałam zupełnie innego konia. Nie było kulenia uszu, gdy weszłam do boksu; na padoku po raz pierwszy cos mi zaproponował: chcesz, żebym postawił tu nogę? I wstawił obie nogi do opony, chociaż nigdy do tej pory tego nie próbowalismy. Zabawa "połóż nos" wyszła nam książkowo (do tej pory nie mógł pojąć, o co mi chodzi), przy zakładaniu siodła nawet nie drgnął, odesłałam go do CG siedząc na krzesle i zrobił kółko (też tego jeszcze nie robilismy), sam wszedł do myjki. Drogie uczestniczki i uczestniku kursu: czyżby od samego patrzenia na Was przybyło mi savvy?

Brak komentarzy: